Theraphosidae sp.: pomarańczowy nieznajomy z azjatyckich nor
Wyobraź sobie spacer nocą po Parku Narodowym Cuc Phuong w Wietnamie. Latarka oświetla starą kamienną ścianę, a przy ciemnej dziurce w murze siedzi coś, co nie ma jeszcze oficjalnej nazwy. Czarne nogi z pomarańczowymi akcentami, czekoladowo-brązowy karapaks, czarne chelicery błyszczące w świetle. Zanim zdążysz zrobić zdjęcie, znika w norze. Tak wygląda pierwsze spotkanie z Theraphosidae sp., i zazwyczaj jest to jedyne, na jakie możesz liczyć.
Kto to jest i skąd pochodzi
"Theraphosidae sp." brzmi jak wymówka systematyka, ale w praktyce kryje się za tym całkiem konkretna galeria ptaszników z Azji Południowo-Wschodniej, które nie zostały jeszcze opisane naukowo lub nie zostały zidentyfikowane przez obserwatora w terenie. Gatunki z tej grupy notowano w wietnamskich parkach narodowych Ba Vi i Cuc Phuong, na skalistych zboczach północnego Wietnamu na wysokości około 425 metrów nad poziomem morza, w górskich lasach okolic Chiang Mai w Tajlandii na ponad 1500 metrach, a nawet na Borneo jako lokalne endemity. Do tego dochodzi zapis z Peru, z rejonu Mishana. Mówiąc wprost: to nie jeden gatunek, to całe spektrum nierozpoznanych ptaszników, które łączy jedna wspólna cecha. Każdy z nich robi na obserwatorze dokładnie takie samo wrażenie. Onieśmielające.
Wygląd
Trudno mówić o jednym kanonie urody przy wielu nieoznaczonych osobnikach, ale kilka cech wraca konsekwentnie. Dorosłe samice osiągają długość ciała od 3 do niemal 6 cm przy rozstawie nóg sięgającym 5 cm. Dominuje czekoladowo-brązowe ubarwienie przerywane wyraźnymi pomarańczowymi akcentami na odnóżach. Chelicery są czarne, dobrze widoczne i błyszczące.
Prawdziwą niespodzianką są jednak nimfy. Młode osobniki mają intensywnie pomarańczowy odwłok i karapaks w identycznym odcieniu, co daje efekt jednolitego pomarańczowego blasku na całym ciele. Obserwatorzy, którzy widzieli L3 po świeżej wylince, zgodnie potwierdzają: to jeden z bardziej niezwykłych widoków wśród ptaszników. Nawet wylinki pozostawiają po sobie ślad w postaci charakterystycznie zabarwionych nóg.
W terrarium
Theraphosidae sp. to przede wszystkim gatunek norowy i trzeba mu to umożliwić. W naturze kopie głębokie, wąskie tunele o średnicy zaledwie 2 cm i ekstremalnej głębokości, z tak gęstą pajęczyną przy wejściu, że trudno ją opisać inaczej niż jako filc. Inna obserwowana samica wybrała ciasny tunel pod kawałkiem kory, bez żadnej komory, zbyt wąski, by można się w nim obrócić. Pająk wyraźnie lubi ciasnotę i bezpieczeństwo ścianek przy sobie.
Podłoże powinno być grube i spójne, żeby umożliwić kopanie. Jeśli je mocno obniżysz, możesz być zaskoczony: jeden z obserwowanych osobników całkowicie zrezygnował z kopania i przeszedł na tryb nadziemny, regularnie zasnuwając kratkę wentylacyjną gęstą pajęczyną. Ta elastyczność behawioralna jest fascynująca, ale w hodowli zazwyczaj lepiej dać ptasznikowi to, czego oczekuje, czyli głęboką norę.
Temperatura w biotopie naturalnym wynosi około 29°C przy wilgotności zaledwie 37% w porze suchej. To stosunkowo suche środowisko jak na ptasznika azjatyckiego, co może być wskazówką przy projektowaniu terrarium. W naturze przy niskiej wilgotności ptaszniki chowały się konsekwentnie głębiej lub całkowicie ograniczały aktywność, warto mieć to w głowie przy podlewaniu podłoża.
Aktywność nocna jest regułą bezwyjątkową. Przez półtora roku hodowli jedna z samic wyszła w ciągu dnia zaledwie pięć razy i każde takie zdarzenie obserwatorzy traktowali jak wydarzenie warte nagrania.
Temperament i trudność hodowli
Theraphosidae sp. to gatunek dla osób z doświadczeniem i realną cierpliwością. Jeden z osobników wyskoczył z nory za kijem, całkowicie opuszczając gniazdo w poszukiwaniu zdobyczy, inny reagował błyskawicznie na bodźce mechaniczne i znikał głębiej przy każdym zbliżeniu. Samice przyjmują postawę straszenia przy niemal każdym kontakcie, mocno reagując na wibracje pajęczyny. Autorzy obserwacji oceniają jednak, że jest to zachowanie głównie demonstracyjne: ptasznik straszy, ale rzadko decyduje się użyć chelicerów. Posiada też aparat strydulacyjny, którego używa do odstraszania napastników.
Nie zmienia to faktu, że mamy tu do czynienia z gatunkiem silnie jadowitym. Obserwatorzy podkreślają to wprost: azjatyckie Theraphosidae sp. są niebezpieczne i nie wolno ich bagatelizować mimo pozornej demonstracyjności. Samica wyceniana jest na około 3000 złotych, co samo w sobie powinno być argumentem, żeby do terrarium wkładać rękę wyłącznie w absolutnie koniecznych przypadkach.
Gatunek skrajnie skryty, nocny i głęboko norowy. Hodowca, który się na niego zdecyduje, musi pogodzić się z tym, że przez większość czasu będzie patrzeć na zamknięty otwór w podłożu. Rekompensatą jest świadomość, że za tą ścianą pajęczyny siedzi coś onieśmielająco pięknego.
Theraphosidae sp. Rodzina: Theraphosidae. Zasięg: Wietnam (Ba Vi, Cuc Phuong, Phú Lương), Tajlandia (okolice Chiang Mai, ok. 1500 m n.p.m.), Borneo, Peru (Mishana).