Selenocosmia amurensis: tajemniczy przybysz z mglistych krain
Wyobraź sobie ptasznika, o którym prawie nic nie można wyczytać w internecie, a mimo to jeden hodowca decyduje się na rozmnożenie, osiąga sukces na europejską skalę i wyciąga z kokonu ponad sto pięćdziesiąt maluchów. Brzmi jak historia z gatunku tych, które czyta się jednym tchem? Właśnie taka jest historia Selenocosmia amurensis: gatunku owianego niepewnością, a jednak imponującego na każdym etapie życia.
Kto to właściwie jest?
Tutaj zaczyna się najciekawsza część. Selenocosmia amurensis, jeśli identyfikacja jest poprawna, pochodzi z rosyjskiego Dalekiego Wschodu, Chin i Korei, czyli z rejonów, gdzie zimy bywają naprawdę srogie. Jednak hodowca opisujący ten gatunek określa go jako endemita z Australii, co natychmiast zapalało lampkę kontrolną u każdego, kto zna mapę świata. Możliwe, że mamy tu do czynienia z Selenocosmia stirlingi albo Phlogius crassipes, czyli dużymi australijskimi theraphosidami, a rozpoznawanie mowy po prostu ukarało nas zniekształconą transkrypcją nazwy. Tak czy inaczej, ten ptasznik istnieje, rozmnaża się, rośnie i jest absolutnie autentyczny, nawet jeśli jego metryczkę wciąż owija mgiełka taksonomicznej niepewności.
Co to oznacza w praktyce? Że hodowcy obserwujący ten gatunek są trochę pionierami. Brak obfitej literatury to z jednej strony wyzwanie, z drugiej zaproszenie do własnych obserwacji i dokumentowania każdego kroku.
Wygląd
Dorosła samica robi wrażenie: rozstaw odnóży sięga około piętnastu centymetrów, a samce potrafią być jeszcze okazalsze. Kiedy patrzy się na maluchy tuż po wykluciu, trudno uwierzyć, że zaczynają od zaledwie jednego centymetra rozstawu. To jeden z tych gatunków, przy których tempo wzrostu sprawia, że co kilka tygodni dosłownie odwracasz słoik i sprawdzasz, czy aby nie wsadziłeś tam przypadkiem innego pająka.
W terrarium
Selenocosmia amurensis to gatunek, który kocha suchość. Hodowcy trzymają go na podłożu minimalnym albo bez podłoża w ogóle, bez żadnego torfu, bez nawilżania substratu. Zestaw w pojemniku jest skromny: korzeń lub inna kryjówka i miska z wodą. Tyle wystarczy. Nadmiar wilgoci wyraźnie mu nie służy, dlatego wentylacja terrarium powinna być porządna, choć przy najmłodszych osobnikach otwory zbyt duże wymagają chwilowego uszczelnienia, żeby szkraby nie uciekły przy pierwszej okazji.
Młode osobniki są wyjątkowo ruchliwe i szybkie, więc każde otwarcie pojemnika to chwila skupienia i refleksu. Na szczęście są przy tym zadziwiająco odporne na zmienne warunki i przesuszenia, co sprawia, że hodowla nie jest przesadnie wymagająca w kwestii mikroklimatu.
Jeśli chodzi o żywienie, maluchy przyjmują muszki owocówki bez żadnych ceregieli, a nieco starsze osobniki chętnie polują na większe muchy. Karmienie przebiega sprawnie: ofiara trafia do pojemnika i szybko kończy swoją karierę. Hodowcy zgodnie oceniają żywienie młodych jako bezproblemowe, a tempo wzrostu tylko to potwierdza: dojrzałość płciową gatunek osiąga już w dwunastu do czternastu miesiącach.
Temperament i trudność hodowli
Tu niespodzianka przyjemnego rodzaju. Selenocosmia amurensis jest gatunkiem nieagresywnym na każdym etapie życia: jako maluch, podrostek i dorosła samica. Podczas kopulacji, która trwała kilkanaście godzin, obydwa osobniki zachowywały się spokojnie, bez żadnych sygnałów agresji. Samiec przeżył i następnego dnia miał się dobrze, co w świecie ptaszników nie jest wcale oczywistą puentą.
To wszystko sprawia, że gatunek jest stosunkowo przystępny w obsłudze, choć niepewna identyfikacja, brak literatury i konieczność samodzielnego budowania wiedzy hodowlanej plasują go raczej w rękach hodowców z doświadczeniem. Nie dlatego, że jest trudny charakterem, ale dlatego, że trzeba umieć radzić sobie bez gotowych instrukcji.
Rozmnażanie
Pierwsze udokumentowane rozmnożenie w Polsce, prawdopodobnie jedno z pierwszych w Europie. Kokon skrywał około stu pięćdziesięciu młodych, choć część z nich w chwili nagrania wciąż dochodziła do siebie w oprzędzie. Kopulacja przebiegła wzorowo, bez dramatów, bez strat. Na dnie zbiornika po wszystkim zostały tylko resztki oprzędu jako jedyna pamiątka po tym, co się wydarzyło.
Jeśli planujesz rozmnożenie tego gatunku, wiesz już, że jest możliwe i że może się udać bardzo dobrze. Reszta to obserwacja, cierpliwość i prowadzenie własnych notatek, bo literatura i tak nie wyręczy tutaj hodowcy.
Selenocosmia amurensis. Rodzina: Theraphosidae. Zasięg: według identyfikacji gatunkowej: rosyjski Daleki Wschód, Chiny, Korea; według hodowcy: Australia (identyfikacja niepewna).